wtorek, 30 czerwca 2015

Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś


Idę przez miasto. Mija mnie wielu ludzi. Patrzą się na mnie jakby chcieli mi coś powiedzieć. Każdy wydaje się być mi znajomy. Ale to tylko wyobraźnia. W tym obcym świecie tak naprawdę nie znam nikogo. Obcy ludzie, obce miejsca, obce przedmioty. Nawet słowa wydają się być jakieś obce. Słuchawki w uszach pomagają odciąć mi się od tego wszystkiego, ale to tylko chwilowa ulga. Przecież nie mogę tak wiecznie. Nie mogę się ukrywać, odcinać od świata. Od nieznanego świata. Muszę z tym walczyć, odkrywać poznawać. Muszę oswajać.



Podczas tej wędrówki po świecie pojawiają się osoby, które znaczą w moim życiu nieco więcej niż inni. Wnoszą coś zupełnie odmiennego. Pomiędzy tymi szarymi, nic nieznaczącymi ludźmi, staje ktoś, kto potrafi do mnie dotrzeć. Ktoś, kto uczy mnie jak żyć. Zmienia moje życie. W końcu potrafię się otworzyć przed drugim człowiekiem. Zaczynam rozumieć rzeczy, których do tej pory nie rozumiałam. Wydaje mi się, że zaczynam poznawać ten obcy świat. Ale wszystko ma swoje granice. To byłoby zbyt piękne.



Oswoiłeś mnie. Zaufałam. Pragnęłam, walczyłam, starałam się. A teraz znikasz. Wyjeżdżasz. Ale jakaś część Ciebie jednak tu pozostaje. Wspomnień nie spakujesz do walizki. Miejsca, w które chodziłeś, dalej będą przepełnione Twoją osobą. Życie będzie się dalej toczyło według "złotych rad", a w gorszych momentach głuchą, obcą ciszę przepełni Twój śmiech. To nic, że będzie rozlegał się kilka tysięcy kilometrów stąd. Ja dalej będę żyć tak, jak mnie nauczyłeś. Tak, jak się przyzwyczaiłam. Nawet jeśli zapomnisz o wszystkim, nigdy nie zapominaj o jednym. Już na zawsze pozostajesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.


Matura zdana, wyniki odebrane. Jest dobrze! :) Pora na zasłużony odpoczynek i wyjazd. Miłych wakacji, Kochani!




niedziela, 14 czerwca 2015

Mam za mało lajków!

Już dawno nie dodawałam nowego zdjęcia na Facebooku... Ale lepiej poczekam. O tej godzinie jest mało osób aktywnych. Może w sobotę, pod wieczór. Wtedy na pewno wszyscy je zobaczą! Tylko najpierw jeszcze polubię kilkadziesiąt aktywności znajomych. Nieważne co tam jest. Nie będę tracić czasu na czytanie. Mam nadzieję, że po prostu odwdzięczą się lajkiem. Bo to one są przecież w życiu najważniejsze.



Chyba wszyscy wiedzą, że tzw. "lajki" są wyznacznikiem popularności, tego jak dana osoba jest lubiana, a niekoniecznie oznacza fakt, że dane zdjęcie czy wpis naprawdę komuś się podobają. Przeglądając aktualności niejednokrotnie można zauważyć popularność zdjęć, które krótko mówiąc - są brzydkie. Ale to nikomu nie przeszkadza. Wszyscy dalej kontynuują zabawę. Przecież jak nie będzie tematu na rozmowę ze znajomymi to przynajmniej będzie można pochwalić się kolejną setką zdobytych polubień. Lajki do zdjęć, na fanpage'ach, obserwatorzy na youtube, blogu. Jedna liczba, a potrafi ucieszyć człowieka.





Chyba większość przechodziła ten etap w swoim "internetowym życiu". Każdy fascynował się kolejnym lajkiem. Dodawanie ponownie jakiejś aktywności, albo po prostu usuwanie jej - bo była za mało popularna - też nie jest chyba nikomu obce. Każdy był tego świadkiem. Walczymy o popularność jakby była wyznacznikiem czy przeżyjemy kolejny dzień. Fakt, sama po dodaniu zdjęcia potrafiłam czekać na kolejne pojawiające się powiadomienia "... lubi Twoje zdjęcie". Na szczęście ten etap już za mną. Zrozumiałam, że te sztuczne kliknięcia tak naprawdę nic nie dają. Doceniane są rzeczy beznadziejne, a te warte zauważenia znikają w ich cieniu. Taka nasza smutna, szara rzeczywistość.

Czasem warto rozejrzeć się wokół. Zauważyć prawdziwy, kolorowy świat, docenić jego piękno. Polubić to, co nas otacza, zakochać się w naturze, w codzienności, w zwykłych rzeczach, które na co dzień mijamy. Czasem warto "dać lajka" realnemu życiu.



kliknij1 | kliknij2 | kliknij3 - z góry dziękuję! ♥

wtorek, 2 czerwca 2015

Komunia? Chcę laptopa, tableta i nowy telefon!


Czas I Komunii Świętej większość z nas już przeżyła. Jedni przystąpili do niej z własnej woli, inni z "tradycji", czy po prostu woli rodziców. Wszyscy dookoła mówili mi, że to będzie najważniejsze wydarzenie w moim dziecięcym życiu. Czy tak było faktycznie? Wtedy pewnie tak. Teraz praktycznie nic z tego dnia nie pamiętam. Ale nie tylko ja. Moi rówieśnicy, rodzice, dziadkowie również. Jednak kiedy spytamy kogokolwiek o ten dzień, najczęściej usłyszymy w odpowiedzi "Ja na Komunię dostałem ...". Naprawdę? Pamiętamy jedynie to, co dostaliśmy od gości, mimo że wciąż powtarzamy, że prezenty nie są najważniejsze i nie o to chodzi w tym dniu. Rzeczywistość jest jednak inna.



Jakiś czas temu dostałam zaproszenie na tą uroczystość i już na wstępie pojawił się problem. Jaki dać prezent? Rodzina wielodzietna, więc dzieci rzeczy "do zabawy" mają po rodzeństwie, dlatego gadżety tego typu są im zbędne. No cóż, internet wie wszystko, postanowiłam poszukać tu odpowiedzi. Przeraziłam się. Bardzo. "Ja na komunię dałam laptopa.", "Dałam tableta, ale narzekała że wolałaby nowy telefon...". Porządne rolki, gitary i inne również się pojawiały. Zbierzmy w kupę wszystkich gości i, jakby nie było, zbiera się fajne skupisko prezentów wartych dobre kilka(naście) tysięcy. Fakt, miło ze strony gości, ale... to dziecko ma zaledwie 8 lat i przecież nie na tym powinno to polegać... Częstym prezentem są też po prostu pieniądze. Rozbieżność w tradycyjnie dawanej kwocie też jest zaskakująca - od 100zł do... 1000zł. Nie, nie od chrzestnych czy rodziców, po prostu od zwykłej cioci. Zresztą, co za różnica. Po uroczystości dziecko i tak za kilka lat zada słynne pytanie "Gdzie moje pieniądze z Komunii?!" ;)




Złotego środka raczej tu nie ma. Chyba po prostu trzeba stwierdzić, że "takie mamy czasy". Pogoń za prezentami jest okropnie zauważana wśród dzieci, które czekając w kościele, nie mogą doczekać się końca tego wszystkiego, żeby móc szybko wrócić i rozpakować prezenty. A skoro taka już tradycja, to nie będziemy krzywdzić niewinnego dziecka... Można by powiedzieć, że przynajmniej rodzinna atmosfera wynagrodzi patrzenie się na ten prezentowy wyścig, jednak wszystko wydaje się być tak sztuczne i na pokaz, że raczej nie byłoby to trafne stwierdzenie. Smutne jest to, do czego dąży ten świat. Smutna jest ta pogoń za "jak najlepszym, najdroższym, najnowszym". Zdecydowanie.





Sukienka: KLIK