niedziela, 28 sierpnia 2016

Back to school

Dla wielu z Was to już ostatni weekend wakacji. Pora wrócić do rzeczywistości, zamknąć rozdział wakacyjnych przygód i marzeń. Znowu się zacznie - wczesne wstawanie, nauka, sprawdziany, powrót do domu późnymi godzinami... Mi na szczęście został jeszcze miesiąc laby - pozdrowienia dla wszystkich studentów! Mimo to sama powoli przygotowuję się do "wielkiego powrotu". Tak, co roku jak pewnie większość z was powtarzam sobie, że tym razem zacznę świetnie semestr, pierwsze oceny będą wyśmienite, dzięki czemu reszta semestru pójdzie o wiele łatwiej. No cóż, chyba jeszcze nigdy nie udało mi się tego zrealizować. Kiedyś musi być ten pierwszy raz, ale czy to właśnie on? Czas pokaże. Jednak nie zostawiam wszystkiego na ostatnią chwilę i podstawowy zestaw rzeczy potrzebnych na uczelnię mam już gotowy. Zeszytów pewnie kupiłam nawet za dużo, niestety nie znam jeszcze przedmiotów, które będę miała. Ale jak oprzeć się takim pięknym okładkom? :D Przede wszystkim brakuje mi jeszcze kalendarza, ale poczekam aż wpadnie w moje ręce jakieś niezbyt ciężkie cudo w ładnej okładce. Jeśli macie jeszcze jakieś swoje must have, o których zapomniałam, koniecznie dajcie znać!

Co nowego pojawiło się u mnie w tym roku specjalnie na uczelnię? Po pierwsze: koszula. Za czasów szkolnych była potrzebna dość rzadko, a jeśli już to raczej klasyczna biała bez żadnych udziwnień. Teraz koszul nigdy za mało, bo i egzaminów niemało, a na mniej oficjalny strój niestety nie mogę sobie pozwolić.

Te zeszyty zna już chyba każdy. Biedronkowe regały w większości były przebrane już na drugi dzień. Pewnie starczą mi na 2 semestry jak nie na kolejne lata, bo w tym roku znów wśród notatek będą królowały folie. Czy trzymanie notatek w folii się u mnie sprawdziło? Częściowo tak, częściowo niestety nie. To dość wygodny sposób, bo wystarczyło wziąć na uczelnię kilka kartek i długopis, a i kserówki mogłam dorzucić w odpowiednie miejsce. Jednak przed samym egzaminem na całym łóżku rozrzucone miałam milion kartek i nie wiedziałam co jest do czego.

Zakreślacze są moim must have już od wielu lat. Często złapałam się na tym, że o wiele łatwiej uczy mi się z notatek "kolorowych", gdzie zaznaczone miałam najważniejsze zagadnienia, hasła, a każdy kolor odnosił się do innego zakresu materiału (np. daty - każdy kolor miał konkretny zakres dat, dzięki czemu łatwiej zapamiętywałam wzrokowo).

Kolorowe długopisy pewnie za często mi się nie przydadzą, ale są strasznie urocze ;) Zawsze warto mieć coś takiego pod ręką. 

Moja tegoroczna szkolna, a raczej uczelniana wyprawka kończy się już teraz. Pozostałe rzeczy typu długopisy, kalkulator, czy kolorowe karteczki samoprzylepne, które są zbawieniem podczas nauki do egzaminów, leżą w szufladzie od zeszłego roku. Czy o czymś jeszcze zapomniałam?

Uczniowie - jak się czujecie na myśl o powrocie do szkoły? Studenci- jak zamierzacie spędzić pozostały miesiąc wakacji? ;)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Dorośnij, mała




"Wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Ludzie zmieniają się po to, abyśmy mogli nauczyć się ich sobie odpuszczać. Sprawy przyjmują zły obrót, po to byś mógł docenić je kiedy wszystko jest dobrze. Wierzymy w kłamstwa po to, by w końcu nauczyć się ufać tylko sobie (...) A czasami bywa tak że dobre rzeczy rozpadają się po to, aby jeszcze lepsze mogły powstać..."

Naiwna, wciąż bujała w obłokach, marzycielka, chcąca więcej dla innych niż dla siebie. Ludzie zmieniają się cały czas. Znajomości się kończą, związki rozpadają, rodzinne kontakty zanikają. Większość po prostu by się z tym pogodziła. Tak miało być, to musiało się stać. Nie wszyscy tak potrafią. Próbowała naprawiać błędy innych ludzi, mimo że było to wręcz niemożliwe. Mimo że to nic nie zmieniało. Wierzyła, ciągle walczyła...



Sama nie wiem czy to nadzieja na lepsze życie czy po prostu naiwność. Chciałoby się wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że wszystko zmieni się na lepsze, ale po 20 latach dotarło do mnie, że nie warto zwlekać. Nie warto walczyć o coś, co już dawno nie ma sensu i przyszłości. Mam tak wiele marzeń, tyle planów, a poświęcam całą energię i czas na całkiem inne rzeczy. Żyję wciąż jak mała dziewczynka - próbująca dążyć do celu, który sobie obrała, mimo że jest on nierealny do wykonania. Uświadomiłam sobie, że jeśli się poddam, jeśli odpuszczę, jeśli coś miało się stać to i tak się stanie. A ja w tym czasie będę już kilka kroków dalej, bo zajmę się w tym czasie realizacją siebie. Walczę o ludzi, którzy nie wnoszą nic pozytywnego do mojego życia, odwracając się w tym czasie od tych nowych, którzy mogliby mnie wiele nauczyć. Nie myślę realnie o przyszłości, wciąż myślę marzeniami. Chcę coś zrobić totalnie nie zwracając uwagi na to w jaki sposób to zrobię. Wiele planuję, ale nie rozważam sposobów dokonania tego. Nic dziwnego, że tak dużo rzeczy mi nie wychodzi i plany kończą się porażką. Ale jak to zmienić? Przecież to nie takie proste, zmienić drastycznie swoje przyzwyczajenia.








Dorośnij, mała. Zajmij się sobą, pomyśl o przyszłości, zapomnij o przeszłości, odetnij się od ludzi, którzy utrudniają Ci racjonalnie myśleć, którzy utrudniają Ci żyć. Ale nie zapominaj o zabawie. Nie zapominaj o realizacji siebie, swoich marzeń. Walcz o siebie, nie o innych. Planując wyjazdy czy wymarzony zakup, rozważam skąd wezmę na to fundusze. Wylewając kolejne łzy, tym razem rezygnuję, nie walczę o kogoś, o kogo po prostu nie warto. Staram się nie marnować czasu, a robić rzeczy, które przydadzą mi się w przyszłości, bądź po prostu pomagać bliskim. I wiesz co? Polecam. Polecam odciąć się od tego, co zatrzymuje Cię na pewnym etapie Twojego życia bez szans na rozwój.

"Jeśli zdecydujesz się kiedykolwiek odejść od kogoś, nie zapomnij się pożegnać. I bez względu na to, co łączyło Cię z tym człowiekiem, nie uciekaj bez słowa. Nikt z nas nie zasługuje na takie zakończenie. Gdy emocje już opadną, miej odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, nim odejdziesz na zawsze."