poniedziałek, 26 września 2016

Koniec wakacji z rosegal


Sweter - klik | Koszulka - klik | Spodnie - Stradivarius | Naszyjnik - klik | Eyeliner - klik

Korzystając z ostatnich słonecznych dni w tym roku, zrobiłam zdjęcia aby zapoznać Was z zamówieniem ze sklepu rosegal. Każdy może spróbować swoich sił ze współpracą, kontakt do sklepu znajdziesz w linku powyżej. Nie będę się zbytnio rozpisywać i zanudzać. Jeśli coś zamawiacie, szczerze odradzam biżuterię. Jakość jest marna, wygląd też nieźle odbiega od tego, co jest przedstawione na zdjęciach. Byłam bardzo zawiedziona. Koszulka, typowy "zwyklak". Otwierając paczkę, zdziwiłam się że jest ze śliskiego materiału, jednak nie jest to znana wszystkim "obrusowa chińszczyzna". Często korzystając z okazji zamawiam eyeliner. Kosztuje kilka złotych a jest naprawdę świetny i rzeczywiście wodoodporny. Nie widzę sensu na wydawanie kilkukrotnie wyższej kwoty u nas w drogerii. Poszewka ze zdjęcia poniżej wygląda ładnie. Materiał dość sztywny, ale po wypełnieniu poduszką, jest naprawdę w porządku. No i chyba najważniejsza część zamówienia - sweter. Moje zamówienie zostało podzielone na 2 części, więc sweter doszedł do mnie kilka dni później. Warto było czekać, zdecydowanie. Jest dość gruby, materiał miękki, wygodnie się go nosi, sweter świetnie się układa. No i przede wszystkim jest klasyczny, warto mieć coś podobnego w szafie, bo pasuje do wielu stylizacji i okazji. Dużo realnych zdjęć ubrań ze sklepu znajdziecie na ich instagramie: klik. Jeśli masz jakieś pytania dotyczące współpracy - napisz w komentarzu, postaram się odpowiedzieć :)


Poszewka - klik



Wierzyć mi się nie chce, że już za kilka dni wracam na uczelnię. Znów usiądę wśród kilkuset osób, gdzie każdy martwi się o swój tyłek i nikt ani nic więcej ich nie obchodzi. Znów będę wstawała, kiedy będzie jeszcze ciemno, trzęsła się z zimna na przystanku i wracała do domu kiedy ostatnie promienie słońca znikną już z horyzontu. Brzmi świetnie, prawda? Trzymajcie za mnie kciuki, bo to będzie ciężki rok!
Kolejny raz powtarzam sobie, że w tym semestrze naprawdę postaram się od samego początku. Że każdy przedmiot na bieżąco będę miała w małym paluszku, a sesja będzie dla mnie tylko odpoczynkiem. A żeby wyjść na jeszcze ambitniejszą, chciałabym pracować, przynajmniej w weekendy. To nie koniec! Planowałam także zająć się bardziej internetowym życiem. Częstotliwość dodawania postów w ostatnim czasie jest straszna. A może to lepiej? W końcu najbardziej znane blogerki dodają nowości baaardzo rzadko i wcale nie wychodzą na tym źle. Plany planami, ale z wykonaniem jak zawsze będzie już gorzej. Jak się zmotywować? Do tej pory mi się to nie udało, nie znalazłam złotego środka. Może macie jakieś cenne rady, które Wam pomogły?

Jako że wakacje dla uczniów skończyły się już miesiąc temu, a studenckie również się kończą - chwalcie się, gdzie udało Wam się wyjechać! Szukam inspiracji, najwyższa pora stworzyć podróżniczą listę :)





czwartek, 22 września 2016

Jesienna szafa - inspiracje StyleWe

Nie ma co ukrywać, jesień już do nas przyszła - zarówno kalendarzowa jak i w pogodzie. Krótkie spodenki pora schować na dno szafy i znów zaprzyjaźnić się z ciepłymi swetrami, bluzami, kurtkami. A co oznacza "ciepłymi"? Niekoniecznie grubymi. Nie zapominajmy o tym, że gruby akrylowy sweter nie da nam tyle ciepła co cieńszy sweter z wełną w składzie. Przed zakupem danej rzeczy warto spojrzeć na metkę.

W mojej szafie przeważa ilość narzutek, kardiganów, rozpinanych bluz, czyli wszystkiego co mogę zarzucić na siebie, kiedy na uczelni zrobi mi się zimno, lub w przeciwnym wypadku mogę bez problemu to zdjąć. Nie lubię ubierać się "na cebulkę", mimo że dla wielu to najlepsze rozwiązanie :)

Zrobiłam mały przegląd sklepu StyleWe.com. Znajdziecie tam mnóstwo wygodnych bluz które prezentują się naprawdę fajnie, ale ja w tym sezonie odpuszczam już sobie kolejną porcję tej części garderoby. Pora na coś nowego!
Wełniana narzutka w stonowanych kolorach powinna pasować do każdego charakteru, do większości stylizacji, ale przede wszystkim ma w składzie aż 70% wełny! W rzeczach tego typu na pewno nie zmarzniemy. Żółty, również wełniany, płaszczyk podoba mi się ze względu na kolor - czasem fajnie nadać koloru tej jesiennej wszechobecnej szarości.

 
          Szara narzutka                       Żółty płaszcz

Jednak moją jesienną miłością są swetry. W sieciówkach wciąż nie mogę znaleźć tego wymarzonego. Wszystkie są albo cieniutkie, albo z golfem którego nie znoszę, albo w jakieś okropne wzory. Może polecicie jakiś sklep, nawet internetowy? ;)

 
          Sweter 1                               Sweter 2

    
   Sweter 3                               Sweter 4

Chowając się pod kocem i kolejną warstwą ubrań, nie powinnyśmy zapominać, aby choć od czasu do czasu pokazać swoją kobiecość. Warto mieć w swojej szafie także sukienkę z długim rękawem!

 
              Sukienka 1                    Sukienka 2

A jakie jest Wasze jesienne must have? Dajcie także znać czy ten sklep przypadł Wam do gustu!

środa, 14 września 2016

A życie toczy się dalej...


Dawno mnie tu nie było, a blog to przecież najlepsze miejsce żeby się wygadać. Przez ostatnie 10 dni wiele się w moim życiu zmieniło, a zostanie singielką wcale nie należało do moich marzeń. "Uspokój się, zapomnij, olej to wszystko" - słyszałam te słowa kilka razy dziennie. Ku mojemu zdziwieniu, z niczyich ust nie padło ukochane "będzie dobrze!". A tym razem to chyba właśnie tego oczekiwałam. Wcale nie chciałam zapominać, nie chciałam myśleć o czymś innym. Wolałam mieć świadomość, że będzie dobrze. A teraz po tych kilku dniach żałuję jedynie zepsutego zdrowia, jeszcze gorszego stanu psychiki i hektolitrów wylanych łez. Większość z Was pewnie myśli sobie teraz, że przecież nie warto. Nie warto płakać przez kogokolwiek. O dziwo nie zacznę w tym momencie zaprzeczać jak każda zraniona dziewczyna, mimo że słynę z tego, że płaczę z byle powodu - czy chodzi o coś smutnego, czy ze śmiechu, potrafię czasem przepłakać pół dnia. Z czystym sumieniem i uśmiechem na twarzy przyznaję: nie warto płakać z żadnego powodu, przez nikogo.


Przez ostatnie lata nie uświadomiłam sobie tylu rzeczy, ile dotarło do mnie w ciągu jednego dnia, kiedy mój świat obrócił się nagle do góry nogami. Do głowy wracało mi mnóstwo słów wypowiedzianych przez inne osoby. Wcześniej uznawane przeze mnie za obelgę - tym razem potraktowałam je jako dobrą radę. Przez długi czas mogłam śmiało mieć tytuł pieprzonej księżniczki i nikt ani nic nie było mi w stanie go odebrać. Musiałam mieć wszystko co chcę, a moje słowo było święte: skoro chcę jechać w konkretne miejsce to trzeba zawrócić tu i teraz, bo tak. Jadąc ze mną autem, lepiej nie hamować. Jeśli moja torba przez to przez przypadek spadnie z fotela, trzecia wojna światowa gwarantowana. Masz inne zdanie niż ja? Lepiej go nie wyrażać, to ja mam zawsze rację. I nie, nie wsiądę za kierownicę. Co z tego że zdałam prawko za pierwszym, skoro mogę całe życie wozić tyłek na fotelu pasażera. Będziesz tego kiedyś żałować. I jak pewnie się domyślacie - żałuję. Cholernie żałuję. W jeden dzień zrobiłam listę rzeczy, które w ostatnim czasie zepsułam. Z każdą minutą lista się powiększała, nie docierało do mnie że ktokolwiek jest w stanie AŻ TAK wszystko zepsuć. Ja potrafiłam. Przez chwilę pocieszał mnie fakt, że jestem w stanie zmienić, naprawić każdy z wypisanych podpunktów. Euforia opadła kiedy dotarło do mnie, że jest już za późno. O wiele za późno. Cholera, jak on ze mną tyle wytrzymał?!




Zostałam sama, z listą rzeczy "NAPRAW TO". I wcale nie było mi łatwo. Moja psychika z każdą godziną wysiadała coraz bardziej, bo w głowie wciąż pojawiały się pomysły na zmiany, na które było już za późno. W zasadzie na zmiany nigdy nie jest za późno, więc tylko mi się tak wydawało. Każda porażka wnosi do naszego życia coś nowego, każdy błąd pozwala nam nauczyć się czegoś poprawnego. Dla niektórych to chore, ale przez jedno wydarzenie, w ciągu kilku godzin stałam się zupełnie innym człowiekiem. Długo bolało, wiele się nacierpiałam, ale w końcu to do mnie dotarło. Przecież tak naprawdę nikogo w swoim życiu nie straciłam, a dzięki takim zmianom może i wyjdzie nam to na lepsze. To było cudowne 1,5 roku. A jedyne czego żałuję to... moja głupota.




poniedziałek, 12 września 2016

Rkantor.com - wymiana walut przez internet


Sezon wakacyjny co prawda jest już za nami, jednak na zagraniczne wyjazdy nigdy nie jest za późno. We wrześniu i w październiku dalej znajdziemy wiele ciepłych miejsc, a małymi krokami zbliżają się wyjazdy zimowe. Wiele osób ma problem - co z wymianą walut? Dziś zaprezentuję Wam kantor internetowy, dzięki któremu zauważycie że wymiana walut jest banalnie prosta, a co więcej - robiąc to przez internet możecie zyskać więcej.

Rkantor.com jest bezpiecznym miejscem w sieci, powiązanym z bankiem Raiffeisen. Rejestracja zajmuje kilka minut, jest bezpłatna, a do dokonania transakcji nie musimy posiadać konta walutowego. W jaki więc sposób wypłacimy zamienione środki? Bezpłatnie w oddziale Raiffeisen Polbank lub w jednym z bankomatów Euronet za pomocą kodu SMS. Oczywiście jest też możliwość zwykłego przelewu na konto walutowe w banku, wszystko to za 0zł.



Serwis obsługuje 5 walut: EUR, USD, CHF, GBP i oczywiście PLN. Obecnie podczas promocji można wymieniać waluty bez spreadu (różnicy między wartościami kupna i sprzedaży), przykładowo kurs euro na obecną chwilę wynosi 4,3106 PLN. Spread wynosi teraz około 2 groszy. Jako że wymieniamy zazwyczaj większą ilość pieniędzy, możemy na tym sporo zaoszczędzić!

Na start za samą rejestrację otrzymujemy 1000pkt. co daje nam możliwość wymienienia 1000 jednostek waluty po średnim kursie - bez spreadu. Punkty ważne są przez 6 miesięcy od dnia ich otrzymania. Kolejne 500 punktów można otrzymać za wpisanie kodu polecającego: 86224793. Podsumowując - po darmowej rejestracji otrzymujemy możliwość wymiany 1500 jednostek waluty! Kolejne 500 punktów możecie zdobyć jeśli ktoś podczas rejestracji wpisze Wasz kod polecający. W skrócie: 500pkt.=500 EUR/USD/CHF/GBP bez spreadu.

Jeśli powyższe słowa wiele Ci nie mówią, przejdźmy do przykładów. Pewnie wiele osób zastanawia się - w jaki sposób da się na tym zaoszczędzić? Różnica około 2 groszy brzmi śmiesznie, prawda? Jadąc na wakacje raczej wymieniamy kwoty w setkach lub tysiącach. Powiedzmy, że potrzebuję 1000 euro. W obecnej chwili dokonując transakcji poprzez Rkantor zapłacę 4321,60zł, w jednym z popularnych banków musiałabym zapłacić 4466,80zł. To różnica ponad 145zł, które zostają w naszym portfelu. Brzmi zachęcająco?
Zawsze przed dokonaniem transakcji można skorzystać z kalkulatora dostępnego na stronie, a także porównać kwoty z ofertami innych banków.

Podstawowe informacje na temat działania Rkantor.com możecie znaleźć także na filmie poniżej: