wtorek, 21 lutego 2017

Sesja-depresja, czyli wracam do żywych!


Większość po 2 miesiącach nieobecności miałaby wiele do opowiadania. Ja mogę ten cały okres podsumować bardzo krótko: sesja-depresja. Śmiało mogę stwierdzić, że walka z egzaminami zabrała mi 1,5 miesiąca życia. Nieprzespane noce, stres do tego stopnia, że trzęsłam się siedząc pod salą. Nie, wcale nie zaczęłam nauki dzień przed. Zaczęłam ją miesiąc wcześniej, a mimo to nie udało się za pierwszym razem. Chciałoby się rzec "bez spiny, są drugie terminy", jednak ja nie potrafiłam się wyluzować. Wszystkie złe emocje spływały na najbliższych, a tematy do rozmowy właściwie nie istniały, bo przecież całe moje życie to egzaminy. Jeśli macie przy sobie osoby, które wytrzymują z Wami w tych najgorszych momentach… Nie zapomnijcie im czasem podziękować, bo chwilami to wszystko męczy ich bardziej, niż nas samych ;)
Udało się, wygrałam tę wojnę, ale czy było warto? Przez ostatnie 3 tygodnie moja psychika była w okropnym stanie. Nie miałam siły ani chęci na nic. Najprostsze zadania były katorgą. Może gdybym podeszła do tego na luzie, już dawno miałabym to za sobą?



Często moje ambicje przerastają możliwości. Chciałabym za dużo, zbyt perfekcyjnie, zbyt szybko. W rezultacie wychodzi z tego jedno wielkie nic. Presja czasu, lęk przed niepowodzeniem, zmęczenie. Wszystko staje się przeszkodą. A gdyby tak skupić się na jednej rzeczy i spokojnie dojść do celu? Pewnie byłoby prościej, ale raczej nie przekonam się na własnej skórze. Takie "spokojne życie" nie jest dla mnie, a z każdym dniem mam coraz więcej planów. Nie ma co się oszukiwać ze zmianami typu "będę się uczyć systematycznie od początku semestru". Ktoś w ogóle zna osobę, która faktycznie to zrobiła? Jedno jest pewne - muszę nauczyć się rozplanowywać I sensownie zajmować czas, a ambicje z pewnością przestaną być tak wygórowane.
Zdjęcia, które tu dziś widzicie, są jeszcze z końcówki zeszłego roku, z wypadu do Pragi. Nawet nie było czasu się nimi pochwalić, a tyle razy to planowałam... Kolejny dowód na to, że najwyższa pora się ogarnąć :)

Jeśli Was też dopadła "sesja-depresja", trzymam kciuki i wierzę, że i Wam udalo się z nią wygrać! Na koniec z całego serca dziękuję osobom, które przez cały ten czas dopytywały kiedy nowy post, gdzie się podziewam, dlaczego nie piszę. Może to banalne, ale takie błahostki strasznie motywują i podnoszą na duchu, szczególnie w czasie takiego dołka ♥




6 komentarzy:

  1. Niestety często również moje ambicje przewyższają możliwości. Cieszę się, że masz już ten okres sesji za sobą, nie należy się poddawać, dobrze, że sobie poradziłaś!
    http://shizuko-ai.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak pomysle o tych sesjach, to nie chce mi sie studiować. Dobrze, ze jeszcze jestem w liceum :D

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Sesja w tym roku to był pikuś, najgorsza była kumulacja zaliczeń przed sesją i tryb "wrócić z zaliczenia i zacząć się uczyć na kolejne, które jest jutro/za dwa dni". Uf, teraz odetchnij, zregeneruj siły i korzystaj z mniejszego natłoku zaliczeń aż do czerwca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie zapomnę co to sesja:) Takie jej uroki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeżyłam to samo i powoli wracam do żywych. Choć od samej sesji bardziej mnie wykończyły zaliczenia przedmiotów przed egzaminami. ;)

    KRYSIASTYLE.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń