środa, 28 maja 2014

Angielski zawsze i wszędzie

Cześć! Nie wiem czy każdy z Was to odczuwa, ale w moim otoczeniu ostatnio praktycznie nie ma innych tematów niż matury, a co za tym idzie przyszłość oraz… długo wyczekiwane wakacje! W międzyczasie pojawia się mnóstwo przemyśleń, pomysłów, a mnie w większości z nich wciąż napotyka jedna bariera – język. Angielskiego uczę się od 11 lat i mimo starań z mojej strony chyba wciąż nie potrafiłabym bezproblemowo dogadać się z obcokrajowcem. Oczywiście znam podstawy języka, potrafię dość sporo powiedzieć, ale często pojawiają się przeróżne przeszkody. O propozycji rozwiązania tego problemu trochę później, najpierw chciałabym skupić się na aspektach przydatności, a raczej konieczności znania języków obcych w życiu codziennym.

© tumblr.com
1. Praca. Osobiście rozglądałam się już za pracą – zarówno tą wakacyjną jak i przeglądając od czasu do czasu oferty „przyszłościowe”. W KAŻDEJ z ofert znalazłam wzmiankę na temat języków. Co prawda nie zawsze była to konieczność, często „mile widziana umiejętność”, jednak jestem przekonana,  że posiadając kilkudziesięciu chętnych wybrane zostaną osoby znające CO NAJMNIEJ jeden język obcy. Polska staje się krajem otwartym na obcokrajowców, zarówno w postaci klientów jak i wspólników, a bariera językowa w tym przypadku nie ma miejsca występowania. Firmy międzynarodowe są już na porządku dziennym. No chyba że mówimy o rozdawaniu ulotek, choć i w tym przypadku jakiś turysta może mieć do nas pytanie ;)

2. Wakacje. W tym przypadku niejednokrotnie przekonałam się, że angielski – jako język międzynarodowy – jest konieczny. Nie musiałam wyjeżdżać z Polski, aby podczas wakacyjnego wyjazdu poznać grupę Niemców czy Hiszpanów. Gdyby nie fakt, że zarówno my jak i oni potrafiliśmy choć w małym stopniu porozumiewać się w języku angielskim, nie spędzilibyśmy w tak wspaniały sposób 2 tygodni wakacji. A wyjeżdżając za granicę… no cóż. Dobrze, że w Szwecji również uczą się angielskiego, bo nie byłabym w stanie kupić w sklepie jedzenia! Nie wspomnę już np. o konieczności spytania o drogę, kiedy zgubimy się w obcym miejscu.


3. Nie wypada go nie znać! Oglądasz ze znajomymi film, słuchasz piosenki, gracie w grę, a to wszystko oczywiście w języku angielskim. Kiedy wszyscy zaczynają się śmiać, bądź reagują w jakikolwiek inny sposób, Ty siedzisz i nie wiesz o co chodzi. W skrócie mówiąc – nie rozumiesz tekstu.  Nie wiem jak Wam, ale mi w takich sytuacjach jest strasznie głupio… Bo przecież w obecnych czasach angielski jest dla każdego tak oczywisty jak język ojczysty!

Podsumowując, język obcy jest jednym z głównych aspektów, które powinniśmy brać pod uwagę szukając pracy czy wakacyjnych wrażeń i nowych znajomości.

© tumbrl.com
Okej, ustaliliśmy już że język angielski jest nam niezbędny. Ale jak się go uczyć, jeśli nauka w szkole nie daje nam wystarczających rezultatów? Zdecydowanie najlepszą opcją jest przebywanie wśród osób, które porozumiewają się w danym języku. A gdyby tak wyjechać na kurs językowy za granicę? To świetny sposób na miłe spędzenie czasu, poznanie rówieśników z całego świata i szlifowania umiejętności języków obcych! Mając ciągły kontakt z "nowym" językiem przekraczamy swoje bariery, otwieramy się na ludzi, jesteśmy bardziej pewni siebie w kontaktach międzyludzkich, a pomaga w tym przede wszystkim obcowanie wśród obcej kultury oraz zakwaterowanie z obcokrajowcami, a od strony czysto edukacyjnej: zajęcia prowadzone w grupach międzynarodowych . I oczywiście to, co najważniejsze – wykwalifikowana kadra lektorska! Na takich zajęciach nie można się nudzić ;)

© kursy.atas.pl

Biuro ATAS z 25letnim doświadczeniem oferuje nam całą gamę kursów językowych, które niosą ze sobą każdą z wymienionych powyżej zalet. Współpracuje ze szkołami językowymi na całym świecie. Pracownicy pomagają wybrać najbardziej odpowiedni kurs oraz załatwić formalności i zorganizować transport.
Przykładowy kurs, który najbardziej zwrócił moją uwagę – Oxford. Nowoczesna, renomowana szkoła, najstarsze miasto uniwersyteckie, nocleg w osobnym pokoju u rodzin brytyjskich. Świetna sprawa! Mamy do dyspozycji 56 lekcji w programie standardowym lub intensywnym, a spędzamy tam 2 tygodnie. To z pewnością dwa najlepiej wykorzystane tygodnie w życiu, bo nie wyobrażam sobie po tak intensywnej nauce i przebywaniu wśród obcokrajowców nie potrafić porozumieć się bez barier w języku angielskim (oczywiście znając wcześniej podstawy). Z przyjemnością wzięłabym udział, gdybym była w stanie podołać kosztom (mimo wszystko biuro ATAS zapewnia ceny tańsze niż bezpośrednio szkoła językowa!). Oczywiście w ofercie są również tańsze, podobne kursy, np. w Londynie, z możliwością zwiedzenia Oxfordu, Brighton i Harry Potter Studio! Może i mi uda się wyjechać tam za rok czy dwa, w każdym razie zagraniczny kurs językowy trafia na moją listę rzeczy, na które oszczędzam :)

© kursy.atas.pl

Podzielcie się swoją opinią na temat kursów językowych za granicą! Z przyjemnością poznam także Wasze zdanie.

wpis sponsorowany, zgodny z etyką blogvertisingu

wtorek, 27 maja 2014

People change, memories don't

Hej :) Jakoś dawno nie było tu żadnych moich konkretnych przemyśleń, chyba najwyższa pora to nadrobić... Wczorajszy minikoncert urodzinowy, dzisiejsza piękna pogoda i powrót na "stare śmieci" zdecydowanie się do tego przyczyniły :P A między słowami standardowo kilka moich zdjęć.
Sukienka pochodzi ze sklepu Sheinside - właściwie można powiedzieć też, że to kombinezon - pod spodem są ukryte spodenki, więc to nie problem że jest tak krótka. Biżuteria: Rosewholesale. Ah no i włosy - dziś je ścięłam więc nie są już w tak okropnym stanie jak na zdjęciach... ;)























Przechodząc do tematu, pewna osoba wysłała mi wczoraj wiadomość właśnie o tej treści - "Ludzie się zmieniają, wspomnienia nie". Co na ten temat sądzicie? Oczywiście jak to ja, muszę wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze :P
Wciąż zauważałam, że ludzie dookoła mnie się zmieniają. Może przez otoczenie, może po prostu dojrzewali, w znacznej części zmieniały się także relacje między nami - z jednymi dogadywałam się lepiej, z drugimi gorzej, przyjaciele przestawali nimi być, ich rolę przejmował ktoś inny. Przez długi okres czasu powtarzałam, że ja wciąż jestem taka sama. Wszyscy się zmieniają, ale przecież ja nie. Serio? Z perspektywy czasu dopiero teraz zauważyłam ile rzeczy pominęłam. W zasadzie każde wydarzenie, przeżycie zmienia nas, uczy czegoś nowego. Całkiem inną osobą byłam w 3 klasie gimnazjum, całkowicie zmieniło mnie liceum, a druga klasa nauczyła jeszcze więcej. Każdy nowy kontakt mnie zmieniał. Nawet nie zliczę ile razy wypowiadałam słowa "zmieniłeś/aś się" nie zauważając, że mnie też to dotyczy. Ta sytuacja jest też moim małym wytłumaczeniem na fakt, że dawni przyjaciele stają się całkiem obcymi osobami, niekoniecznie z czyjejkolwiek winy. Po prostu z biegiem czasu zmienione charaktery przestają być swoimi bratnimi duszami.























W sumie, tytułowy cytat jest według mnie w pełni prawdziwy. Jak już wcześniej podkreśliłam - zmienia się każdy, ale zawsze w jakiejś części ta "stara" osoba zostanie w naszej pamięci taka, jaka była kiedyś. Każde wydarzenie wywołujące uśmiech na twarzy będzie go wciąż wywoływać, kiedy sobie o nim przypomnimy, bez względu na to, że już nigdy się nie powtórzy. Z drugiej strony, każdy nasz błąd również zostanie zapamiętany. Mimo zmiany charakteru, nie zmienimy przeszłości ani jej nie powtórzymy. No cóż, w większości przypadków to ogromny negatyw.

Kierując się zasadą "przeszłość już nie wróci", żyjąc teraźniejszością, mimo wszystko warto być świadomym tego, że "ludzie się zmieniają" i nie ma co narzekać, bo te najpiękniejsze wspomnienia wciąż zostaną niezmienne :)

A z okazji Dnia Dziecka życzę wszystkim i mniejszym i większym dzieciom przede wszystkim spełnienia marzeń, bo w tym zawarte są każde inne życzenia. I obyście mogli świętować ten dzień przez cały rok, aż do następnego 1 czerwca! :)



sobota, 24 maja 2014

Marzenia się spełniają!

Nie wiem jak to się dzieje, że w tygodniu ostatnio jest tak piękna pogoda, że chce się wyjść ze szkoły, z domu, gdziekolwiek, byleby nacieszyć się słońcem, a kiedy nastanie kilka dni wolnego, długo wyczekiwany weekend - ciągle pada... No cóż, z kim się miałam zobaczyć z tym się zobaczyłam, zdążyłam nawet wybrać się na spacer z psem przed tą straszną burzą, której się boję :D W międzyczasie dużo rozmyślałam na temat marzeń. Dlaczego? Bo całkiem możliwe, że już niedługo spełni się jedno z moich! :)























Chyba każdy z nas ma mnóstwo marzeń, a wśród nich jedno lub kilka takich, za które oddałby dosłownie wszystko. Jak dla mnie głupstwem jest stwierdzenie, że o marzeniach nie powinno się mówić, bo się nie spełnią. Wolę żyć według zasady "marzeń się nie posiada, marzenia się spełnia!". Wręcz powinniśmy mówić o nich całemu światu, żeby inni pomagali nam w ich realizacji! :)























A dlaczego naszło mnie akurat na taki temat? Ostatnio przeglądając w szkole internet (taka ciekawa lekcja.. :P) dowiedziałam się, że Usain Bolt po raz pierwszy przyjeżdża do Polski i weźmie udział w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie! Tak, zobaczyć bieg Bolta na żywo jest jednym z moich marzeń. Siedziałam z niedowierzaniem, nie obyło się bez łez szczęścia w oczach. Bilety już zakupione. Trochę się wykosztowałam, ale czasem można ;) Miejmy nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie i jedno z moich marzeń już za 3 miesiące - całe 8 dni po moich 18stych urodzinach - zostanie spełnione!


























Drugim i zarazem ostatnim moim marzeniem jest być kiedyś na koncercie Eminema i wierzę, że i to kiedyś się spełni. Może nie w najbliższych miesiącach, latach, choć wiem że czasu wiele nie mam - kariera w nieskończoność trwać nie będzie :P Ale najważniejsze jest to, że się nie poddaję. Będę walczyć o swoje marzenia i wciąż o nich mówić, aby moi najbliżsi mnie wspierali. Przyznam, że w ostatnich dniach sporo poświęciłam, żeby w końcu kupić te bilety na Memoriał (fakt, zostało ich jeszcze sporo, ale jechać tyle km i siedzieć w miejscu, z którego właściwie i tak nie zobaczę bieżni... bezsens totalny) i wiem, że będę musiała sporo poświęcić, żeby udało się spełnić także drugie marzenie, ale warto. Kochani, wierzcie w swoje możliwości. Działajcie, marzenia naprawdę się spełniają jeśli tylko im pomożecie! :)


A na zdjęciach powyżej sweterek z CHOIES, który zdecydowanie podbił moje serce, a dziś każdy, z kim się spotkałam, także się nim zachwycał :) Na taką deszczową pogodę, kiedy jest duszno, a za chwilę pada i robi się zimno - jest idealny. To chyba jedna z nielicznych rzeczy zamówionych przez internet, która przekonała mnie do siebie! Pozdrowienia od mojej mordeczki ♥



czwartek, 15 maja 2014

Muzyczny tydzień

Cześć! Długo mnie tu nie było... Ale w ostatnim tygodniu działo się tyle, że nawet nie było czasu! Pod jednym z postów kiedy narzekałam, że nie będę na tegorocznych koncertach majówkowych, ktoś z Was napisał, żebym się nie przejmowała bo pewnie będę jeszcze na wielu. Długo czekać nie trzeba było :P

Wszystko zaczęło się od wrocławskich juwenaliów. W zasadzie to impreza dla studentów, ale od jakichś 4 lat bywam tam na koncertach. Nie mogło mnie zabraknąć i w tym roku, oczywiście na "honorowym" miejscu tuż przy barierkach ;) Na pierwszy ogień poszedł projekt Pierwszy Milion, czyli prościej mówiąc - Zeus. Przyszłam "lekko" spóźniona, ale nie mogłam wyobrazić sobie lepszego wejścia pod scenę niż podczas ukochanego utworu, z którym mam mnóstwo wspomnień.


Zaraz po nim przyszedł czas na duet Bob One & Bas Tajpan. To właśnie na nich czekałam najbardziej, choć nie ukrywam że trochę się zawiodłam. Pomijając fakt, że zarówno prowadzący jak i artyści zauważali publiczność jedynie po prawej stronie barierek i tylko z nimi utrzymywali kontakt - było fajnie ;)

Wieczór zakończył TEDE, choć zdążyłam usłyszeć jedynie dwa utwory. To totalnie nie mój klimat muzyki, dlatego nie chciałam zajmować miejsca prawdziwym fanom haha :)







W sobotę wybrałam się w małą podróż do Oleśnicy, gdzie grał Bethel. Świetne miejsce, przyjaźni ludzie, genialna atmosfera! Jedyny minus - miałyśmy małe problemy z powrotem do Wrocławia, bo wszelkie autobusy, busy, pociągi już pojechały :P Po dość długiej trasie udało się dotrzeć na przystanek i złapać ostatni autobus, na szczęście :)




Na tym się nie skończyło, kontynuując temat zespołu Bethel, wczoraj nagrywali swój teledysk, do którego zaprosili także załogę Street Team'u. Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć, dzięki czemu i ja zawitam w klipie (o ile nie wytną mnie z każdej sceny haha:P ). Premiera już za około dwa tygodnie, ale udało mi się podglądnąć kilka ujęć nagrania i już mogę powiedzieć, że z pewnością wyjdzie genialnie :) A już 30.05 urodziny wokalisty, znowu trzeba wymyślać prezent!
























No dobra, pora kończyć tę relację i brać się za książki, choć całym sercem wolałabym czas spędzony w szkole spędzać na koncertach :P A jakie Wy macie do nich podejście? Może byliście na jakimś ciekawym, albo marzycie o bilecie na jeden z koncertów? :)

A jeśli ktoś z Was ma czas i ochotę, która z bluz STĄD podoba Wam się najbardziej? Miałam kilka dodanych do wishlisty, ale teraz już żadna mnie nie przekonuje... Pomożecie? :)

wtorek, 6 maja 2014

Biegowe love

Hej! Dziś piszę do Was z całkiem innym tematem niż zazwyczaj. Jeśli możecie, napiszcie proszę co sądzicie na temat zdjęć poniżej. Fotografia sportowa do najłatwiejszych nie należy. Szczególnie jeśli chodzi o te dwa sporty, które są w pewien sposób moja pasją, czyli bieganie i siatkówkę. Podczas sprintów mamy niecałe 10 sekund biegu, a stojąc w jednym miejscu zostają nam dosłownie ułamki sekund na zrobienie kilku dobrych ujęć! Przyznam szczerze, że widzę ogromne postępy między tymi zdjęciami, a tymi które robiłam rok temu. Wiem też że do ideału im daleko, ale w końcu rozpoczął się sezon plenerów,  więc będzie na czym/kim trenować :) Już niejednokrotnie przekonałam się, że blogspot potrafi nieźle zniszczyć jakość, ale to co najważniejsze da się zauważyć.


Jakie błędy najbardziej rzuciły Wam się w oczy? Co byście poprawili? A może czegoś brakuje Wam na zdjęciach powyżej? Piszcie proszę, każda opinia, łącznie z krytyką (oczywiście tą uzasadnioną;) ) jest dla mnie bardzo cenna!
Z chęcią popracowałabym też nad zdjęciami portretowymi, fashion i glamour, ale cóż - nie ma na kim ćwiczyć, a w te bardziej profesjonalne sesje na razie nie chciałabym się mieszać. Przyjeżdżajcie do Wrocławia, żebym na Was poćwiczyła haha :)

Swoją drogą, zawsze mnie to ciekawiło. Na sporej ilości blogów mogę przeczytać, że pasją autora jest fotografia. A jakie dzieła tworzy? Zazwyczaj makro kwiatów, oczywiście wszystko na automacie, bo manualne ustawienia są często nawet niezrozumiałe. Czym ten wysyp "fanów fotografii" jest spowodowany? W żaden sposób nie chcę tym nikogo urazić, po prostu ciekawi mnie tak duża ilość osób interesujących się tym tematem :) Co o tym sądzicie? Wiem też, że sporo jest prawdziwych talentów, którym ogromnie zazdroszczę! Przy okazji, jeśli prowadzicie bloga/fotobloga, na którego dodajecie zdjęcia wykonane samodzielnie, z chęcią je przejrzę.

Ah i jeszcze jedno pytanie na koniec - jakie motywujące piosenki polecacie, takie dające kopa podczas biegania? ;)