czwartek, 31 grudnia 2015

Nowy rok, nowe plany - czas na zmiany!


Nowy rok, nowe postanowienia, nowe... wszystko. Plan dobry jak co roku, z wykonaniem pewnie będzie gorzej. W zasadzie co roku w moich postanowieniach znajdowały się rzeczy, które z góry mogłam skreślić,  bo miałam świadomość że są niewykonalne. Część była oczywista i wychodziła sama z siebie, a część po prostu była i w żaden sposób nie dążyłam do wykonania ich. Studenckie życie, nowe obowiązki, nowe środowisko, sporo zmian. Chyba pora teraz na zaplanowane zmiany w nowym roku.

Zdecydowanie bardziej będę musiała przyłożyć się do nauki i sporo wolnego czasu poświęcę właśnie na uczelnię. Luźne początki się skończyły, pora walczyć o swoją przyszłość :) Ilość przeczytanych w tym roku książek mnie zdołowała. Zawsze uwielbiałam czytać, więc w nowym roku nie będę się obijać i muszę nadrobić zaległości. W zasadzie mam wrażenie że nic ostatnio nie robiłam. Nie oglądałam nowości kinowych, o książkach już wspominałam, zero nauki, imprezy też sobie odpuściłam, rzadziej blogowałam, zamiłowanie do wszelakich sportów wyparowało... I nawet kiedy pojawił się chłopak, nie spędzam z nim za dużo czasu. Rany, co ja w takim razie robię?! Nie mam najmniejszego pojęcia.




Najważniejszy jest fakt, że w tym 2015 roku zaczęłam dążyć w kierunku spełniania swoich marzeń. Kolejna podróż zaliczona - Praga to naprawdę magiczne miejsce. Mam nadzieję, że i w tym roku uda się odwiedzić kolejne nieodkryte miejsce na mapie. I jeszcze jedno z zeszłorocznych postanowień grzecznie realizuję i mam zamiar je wciąż kontynuować... oszczędzanie. Jakby nie patrzeć, sporo moich marzeń wiąże się z koniecznością posiadania gotówki, i to wcale nie małej. Wszystko zmierza w dobrym kierunku :) Postanowień jako takich na nowy rok nie mam. Nie, nie schudnę, nie zacznę biegać, to przecież nierealne :P





A Ty masz jakieś postanowienia noworoczne? Jak oceniasz zeszły rok? Jakie wydarzenie związane z 2015 rokiem zapamiętasz na pewno? :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Magiczny czas



Nadeszły święta... Podobno magiczny czas. Czy dla każdego? Niezupełnie. Nie wszyscy spędzają go w rodzinnym gronie. Inni natomiast wręcz chcieliby pozbyć się z wigilijnego stołu osób, na które nie mogą patrzeć. Jedni znajdą pod choinką nowe laptopy, inni małego cukierka, a jeszcze inni zupełnie nic. Ciągle słyszę pytania "Jak można nie lubić świąt?!". Uwierzcie mi, można.




Kolejki w sklepach i miny zmęczonych ludzi mówią same za siebie. Nikomu się nie chce, a wszyscy muszą. Bieganina za prezentami, na które wciąż brak pomysłu. Całotygodniowe sprzątanie w najgłębszych zakamarkach domu, gdzie zazwyczaj ścierka nie sięga. Stanie godzinami w kuchni, żeby postawić na wigilijnym stole 12 potraw, a i na kolejne dni świąt musi coś zostać! W jednych domach wszystko przebiega w miłej rodzinnej atmosferze, u innych ciągłe krzyki, kłótnie i nerwy. Magia świąt.




Zanim usiądziesz do wigilijnego stołu, zanim pochwalisz się na Facebook'u nowym prezentem, pomyśl o najbliższych. O tych, których już przy tym stole nie ma, o tych którzy nigdy nie będą mieć takich świąt jak Ty. Przeznacz te dni na rozmowy z rodziną, a nie tylko na jedzenie i narzekanie ile musisz znowu schudnąć. Kiedy już będziesz kolejny raz składać sztuczne życzenia przy dzieleniu się opłatkiem, skup się na tym czego życzą Ci inni. Może to najlepszy moment, żeby coś w sobie zmienić z ich małą podpowiedzią?




Wesołych Świąt wszystkim, aby przebiegły w jak najbardziej rodzinnej, niesztucznej, atmosferze :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Święta? Daj mi prezent!

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Mimo że przygotowań jest wiele - od wielkich porządków, po rodzinne gotowanie - chyba największą zmorą są... prezenty. Miły gest, a często wymyślenie tego najbardziej trafnego sprawia wiele kłopotu, szczególnie kiedy w rodzinie jest tradycja obdarowywania dużej ilości osób, jeśli spędzamy Wigilię w dużym gronie. Postaram się nieco pomóc, mam nadzieję że kogoś zainspiruję. Jeśli nie na święta to może na inną okazję? Zaczynajmy!

☺Zegarek
Jeśli choć trochę znasz gust drugiej osoby, to będzie świetny prezent. Zwróć jednak uwagę czy dana osoba nosi takie ozdoby! W moim przypadku to raczej mało trafny prezent, jako posiadaczka około 5 zegarków, zdarza mi się założyć takowy raz w miesiącu. Prezent zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny.


☺Torebka
Każda kobieta lubi mieć ich dużo. Jeśli znamy zasób szafy wspomnianej damy, brakująca wielkość i model pasujący do wielu stylizacji będzie mile widziany.

☺Portfel
Dobry zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, jeżeli znamy ich styl i mamy fundusze na coś porządniejszego. Na prezenty z reguły daje się portfele skórzane, aby wytrzymały długie lata. Inne potrafią się zniszczyć w przeciągu kilku miesięcy.

☺Perfumy
Jak dla mnie to dobry prezent, ale tylko wtedy, kiedy dana osoba wprost powiedziała nam kiedyś, że lubi dane perfumy lub skończyły jej się jej ulubione. Kupowanie perfum "bo są modne" często jest nietrafnym pomysłem.


☺Powerbank
Obecnie, kiedy cały świat rzadko kiedy rozstaje się z telefonem, to dobre rozwiązanie na prezent praktycznie dla każdego.

☺Zabawki
Faceci to naprawdę wieczne dzieci. Gry na PS czy komputer, lego, nowy model sterowanego auta czy coś związanego z jego ulubioną drużyną w formie zabawki (ja skorzystałam z modelu stadionu w formie puzzli 3D) naprawdę zawsze sprawiają wiele radości.

☺Wyjazd
SPA, narty, morze, zwiedzanie w innego miasta czy państwa. Świetny prezent, który zapadnie na długo w pamięć i poprawia relacje.


☺Słodki koszyk
Ulubione słodycze w ładnej oprawie zachwycą każdego. W męskiej wersji - może whisky? :)

☺Wspomnienia
Bilet na mecz, koncert, gokarty, przejażdżka sportowym autem wywołująca skok adrenaliny? Zafunduj najbliższym wspomnienia!

☺Pościel lub ręcznik
Spersonalizowany nadruk jest zawsze świetnym pomysłem!


☺Ciepło i milutko
Miękki szlafrok, ciepłe kapcie, grube skarpetki? Dla osób lubiących owinąć się w kocyk to idealne rozwiązanie :)

☺ Karta podarunkowa
Jeśli nie wiemy czy dana książka, ubranie, kosmetyk trafi w gust obdarowywanego, najprościej kupić kartę podarunkową na dowolną kwotę. Lepiej, aby ktoś wybrał sobie prezent samemu niż kupić coś, co będzie leżało w szafie.


Chwalcie się danymi przez was prezentami, które sprawiły drugiej osobie wiele radości oraz tymi które wy otrzymaliście i są waszymi najlepszymi. Zainspirujmy się nawzajem!

niedziela, 1 listopada 2015

Tęsknota? Tak jej na imię.




Tęsknię za Tobą. Tęsknię bardzo boleśnie. Bolą mnie włosy, kosteczki dłoni, koniuszki palców, rzęsy i kąciki ust. Boli mnie skóra, podbrzusze, niebieskie skarpetki na stopach i lakier na paznokciach. Boli mnie dotyk uszka od filiżanki, w której jest moja herbata i jutrzejsze kakao, które rano wypiję. Boli oddech i para na szybie od samochodu. Wracaj już, bo nikt nie wymyślił jeszcze środków kojących aż taki ból.



Wiele razy próbowałam o nim zapomnieć. Chciałam, żeby zniknął z mojego życia, mimo że był jego najważniejszą częścią. Miliony prób szło na nic. Stracony czas, nerwy, wylane łzy. A między nami ciągle to samo. Człowiek, który niszczył mnie od środka, nadal był dla mnie cholernie ważny. Ważniejszy ode mnie samej. Znasz to uczucie kiedy czujesz potrzebę zapalenia kolejnego papierosa, zjedzenia kolejnego chipsa, wypicia kolejnego łyka wody po treningu? Ja czułam taką potrzebę w kontakcie z nim. Pragnienie było najgorsze. Mnóstwo ludzi dookoła próbowało pomóc. Ale ja się nie poddawałam. Walczyłam, sama nie wiedząc o co.

Po kolejnych miesiącach prób pojawił się ktoś, kto nie próbował pomóc mi zapomnieć. Wspierał mnie w trudnych sytuacjach, zapełniał czas, w którym normalnie bym o nim myślała. Dotarło do mnie jak bardzo niszczył mnie od środka. Jak bardzo zmieniłam się przez niego i jak bardzo wszystko co robiłam, robiłam dla niego. Wcześniej tydzień bez rozmowy był okropną udręką. Siedziałam z włączonym numerem i czekałam. Czekałam na coś, co właściwie nie miało sensu. Na coś, co mnie niszczyło. A teraz... teraz tak naprawdę zaczęłam żyć. Tęsknię cholernie za tym co było. Może to jakieś małe przyzwyczajenie do braku samodzielności i życia pod kogoś. Może to tęsknota za dążeniem do czyjegoś ideału. A może po prostu tęsknota za jego uśmiechem.



Czekam cierpliwie aż go zobaczę, tym razem będąc tą osobą na górze. Tą, która ma władzę. Dalej chcę wiedzieć co słychać. Dalej chcę go przytulić. Tak po prostu. Przypomnieć sobie wszystko co dla mnie zrobił. Powspominać dobre czasy. O tych złych chwilach już prawie zapomniałam. Albo... albo po prostu się z nimi pogodziłam. Bycie uzależnionym jest najgorszym, co może spotkać człowieka. Czasem warto zastanowić się nad naszymi relacjami międzyludzkimi. Czasem warto samemu pokierować swoim życiem, nie dając kierować nim innym. Ale warto też wybaczać.

Dobrze że są ludzie którym nawet po latach otwiera się drzwi. I z uśmiechem na twarzy mówi - czekałem.




niedziela, 18 października 2015

Jesienna depresja


Pobudka z samego rana jakby w środku nocy. Ciemno, zimno, ponuro. Zostałabym najchętniej pod ciepłą kołdrą wtulona w ulubiony koc, ale niestety to tak nie działa. Na ulicach jakoś pusto. Za poranną mgłą widać jakieś postacie bez twarzy. Zastąpili je czapkami, kapturami i wielkimi szalami, spod których wyłaniają się tylko zaspane oczy. W tramwaju tłok. Nie zwracając uwagi na pozostałych, każdy się pcha byle nie stać dłużej na tym zimnie. Byle dalej nie moknąć. Byle dotrzeć do celu. Podróż też mija jakoś powoli. Nikt się nie uśmiecha, nikt nic nie mówi. Nawet telefonów mało kto używa! To już definitywny objaw jesiennej depresji.

Pogoda do niczego nie zachęca. Dosłownie do niczego. Nawet siedzieć mi się nie chce. Wykład na uczelni? Jaki wykład, przecież deszcz pada... Wychodzenie z domu nie ma najmniejszego sensu. Nic nie ma sensu. Tracę całe dnie na nicnierobienie. Chyba pora wziąć się w garść. Opinia "chodzącego cukru", który roztopi się na deszczu wcale nie jest zachęcająca.



Teoretycznie mogłabym iść na zakupy, tak w ramach pocieszenia. Ale tylko teoretycznie. Liczba ludzi w galeriach handlowych jest większa niż gdyby zebrać łącznie ludzi na największych sezonowych przecenach i tych błądzących w poszukiwaniu prezentów świątecznych. W przebieralniach kolejki są tak wielkie, że ubrania przymierzane są na środku sklepu. Wszyscy biegną przed siebie, rozrzucają ubrania, a większość z nich pewnie sama nie wie co tam robi. Może chowają się przed jesienią... W sumie nie dziwię im się. Sama z chęcią bym przed nią uciekła.

Jedno jest pewne - zawsze mogło być gorzej. Więc może lepiej być jednym z tych, który stawi czoło jesiennej depresji i podejdzie do życia z uśmiechem? Może i w tej kwestii zadziała reakcja łańcuchowa. Jakie może... Na pewno! Świata nie pomalujemy, ale jakby tak skończyć narzekać... Damy radę przetrwać najbliższe tygodnie, zdecydowanie :)




niedziela, 11 października 2015

Studencie, ogarnij się!

Pierwsze dwa tygodnie studiów za mną i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dobra organizacja jest jednym z najważniejszych czynników, żeby życie studenta przebiegało prościej i z mniejszą liczbą problemów i niedociągnięć. Problemów i wątpliwości było wiele, ale jest już coraz lepiej :)


~ Zacznijmy więc od początku. Przyznam, że przygotowując się do studenckiego życia, wiele czytałam w internecie i znalazłam mnóstwo pytań na temat "zeszytów na studia". Wszystko oczywiście zależy od danego przedmiotu i ilości, jaka będzie zapisywana. Zdecydowana większość osób ma zwykłe zeszyty z przekładkami, gdzie każdy kolor oddziela inny przedmiot, wykłady, ćwiczenia. Czy to dobre rozwiązanie? Szczerze powiedziawszy nie wie, jak dla mnie na niektóre przedmioty byłoby tam za mało kartek, na innych połowa kartek by się zmarnowała. Ja skorzystałam więc z arkuszy na dokumenty, folii i kartek A4. Na uczelnię zabieram zazwyczaj ze sobą tylko kilka kartek, żeby nie nosić tego wszystkiego ze sobą. W domu wkładam je na miejsce. Każdy przedmiot ma swój osobny kolor, z przodu wykłady, z tyłu oddzielone ćwiczenia. Czy ten sposób się sprawdza? Jak na razie owszem, zobaczymy czy wygodnie będzie się później uczyć do egzaminów :)


~ Niezbędnikiem studenta według mnie jest... kalendarz. Już w pierwszym tygodniu studiów zapowiedziano nam pierwsze egzaminy i kolokwia, przy czym to nie jest już liceum i nie będą o tym przypominać na każdych zajęciach, a jestem pewna że za miesiąc nie będę pamiętała że mam ten egzamin. Studia to nie tylko nauka, warto więc mieć gdzie zapisać jakieś informacje o imprezach ;) Przydaje mi się on także do zapisywania odwołanych zajęć, zmianach godzin zajęć, zapisywaniu terminów bardziej odległych zadań domowych itp.


~ Pamiętaj, że studenci mają często więcej zniżek. Warto odłożyć dodatkowe grosze, czy to na bieżące wydatki, czy uzbierać większe oszczędności i spełnić jakieś marzenie ;) Jednym z przykładów jest aplikacja "Studencka karta", którą można pobrać na telefon.

~ Już w pierwszy dzień zgubiłam się na kampusie uczelni, a wyciąganie kalendarza z planem lekcji po każdych zajęciach nie było zbyt praktyczne. Z pomocą przyszła mi aplikacja "Kiedy wykład", z którą połączone jest wiele uczelni. Jeśli pojawi się jakaś zmiana sal czy godzin na planie, od razu mam do tego dostęp. Mogę też porównywać godziny moich zajęć z godzinami zajęć znajomych z innych kierunków. Polecam jak najbardziej, pomogło mi to w wielu sytuacjach!


~ Jedną z bardzo przydatnych rzeczy, o czym przekonałam się już w pierwszym tygodniu, jest pendrive. Notatki z poprzednich lat, programy których używamy na studiach i wiele innych rzeczy w jednym miejscu. Warto zaopatrzyć się w coś "innego" niż wszyscy, bo często dajemy w kilka osób pendrive'a dla jednej osoby, która to wszystko zgrywa ;) Mój kupiłam tutaj: KLIK


Jeśli macie jakieś pytania, zachęcam do dyskusji w komentarzach, ja tymczasem resztę wolnego czasu przeznaczę na naukę :)

niedziela, 13 września 2015

Blogowe współprace

Współpracowałam już z wieloma firmami, dlatego myślę że mogę dość obiektywnie ocenić każdą z nich i mam niemałe porównanie. Kiedyś powstał już podobny post, minęło sporo czasu, więc pora na kolejny :)

1. SheIn - to była moja pierwsza współpraca, jeszcze jako sklep Sheinside. Na okres wakacji zawiesiłam współpracę, bo przez matury i wyjazdy po prostu nie miałam czasu. Szczerze mówiąc to chyba z nimi najlepiej mi się współpracuje - dobry kontakt, rzeczy jakościowo lepsze niż z pozostałych sklepów (a przynajmniej biorąc pod uwagę te, które trafiały się mi), żadnych dziwnych wymagań. No i asortyment sklepu też spory, jest z czego wybierać!




2. Dresslink - od tej firmy dostałam jedynie jedną paczkę, później cisza. Może to i dobrze... Zegarek podziałał tydzień, spodenki o kilka cm większe niż w podanej tabeli, jedynie bransoletki i szminka na plus :) Może ktoś z Was trafił lepiej z wyborem rzeczy i łatwiej Wam kontaktować się z firmą, ja niestety nie mam zamiaru zasypywać ich kolejnymi wiadomościami.

3. Wholesale7 - nie słyszałam wcześniej o tym sklepie, ale kiedy dostałam wiadomość, postanowiłam spróbować. Otrzymałam koszulę i sukienkę. Z koszulą nie trafiłam z rozmiarem, ale to jedynie moja wina, bo wymiary z tabeli się zgadzają. Jakość też mnie pozytywnie zaskoczyła, w tej kwestii polecam zdecydowanie. Co do sukienki, podrobione logo Batmana było już widoczne na zdjęciach na stronie, więc tutaj także nie mogę mieć pretensji, że nie wygląda jak na oryginalne :)

4. Dressgal - jakość koszulek mnie nie powaliła, ale spodenki w kwiatki przyszły naprawdę fajne. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam plecak. Spodziewałam się jakiejś "chińskiej tandety", a przyszedł naprawdę fajny! A za kwotę którą otrzymuję, mimo że nie jest duża, można wybrać sporo rzeczy, tutaj zdecydowanie na plus. Kontakt również dobry :)

5. LucLuc - co do jakości ubrań niestety się nie wypowiem, ale polecam dla osób, które chciałyby sobie dorobić. Ja współpracując z nimi wybieram gotówkę na PayPal zamiast bonu na ubrania. Zawsze dodatkowe grosze wpadną do kieszeni, polecam!

Jeżeli macie jakieś pytania co do współprac ze stronami powyżej - piszcie w komentarzach, odpowiem szczerze na każde z nich.

piątek, 11 września 2015

Jak zdać prawo jazdy?


Plastik w portfelu mam już od marca. Okres robienia prawa jazdy trochę się u mnie dłużył, bo zaczęłam je już we wrześniu, a ciężko było mi znaleźć dogodne godziny u instruktora, aby nie było strasznych korków, żebym chociaż zdążyła dojechać do placu manewrowego i żeby nie kolidowało mi to ze szkołą. Całe te miesiące miło wspominam, mimo że na początku stresu było wiele. Zarówno teorię jak i praktykę zdałam za pierwszym razem. Wielu znajomych i nieznajomych pyta mnie "Jak to zrobiłaś? Zdałaś za pierwszym?!". To możliwe i wcale nie takie trudne.

Moją pierwszą jazdę pamiętam, jakby była wczoraj. Ogromny stres, bo nigdy nie siedziałam za kółkiem. Instruktor zawożąc mnie na parking co chwile wypytywał: "co to za znak?", "kto ma tu pierwszeństwo?". Odpowiadałam, wiedziałam że już za chwilę będę musiała odpowiadać sobie na to sama w głowie. Nie krzyczał kiedy robiłam coś źle. Jeśli Twój instruktor to robi - zmień go bez zastanowienia. Pamiętaj, że to on pracuje dla Ciebie, a nie Ty dla niego. Ma być Twoim "samochodowym przyjacielem", musisz mu zaufać, przekonać się, że jazda jest bezpieczna i przyjemna. Każdy manewr skrupulatnie powtarzałam. Jeśli nie byłam czegoś pewna, nie zwracałam uwagi na to, że nie ma już na to czasu, że w rozpisce lekcji jest coś innego. Mówiłam prosto z mostu, że czuję potrzebę powtórzenia czegoś do momentu, aż będę pewna siebie. Każde parkowanie z korektą. Ma być PERFEKCYJNIE. Przyzwyczaiłam się do tego, lubię perfekcjonizm. Inny instruktor na egzaminie wewnętrznym śmiał się, że poprawiam z parkowania idealnego na bardzo idealne ;)




Przygotowując się do egzaminu teoretycznego okropnie się stresowałam. Książkę przerobiłam na kursie, dlatego później skupiłam się tylko na testach. Jeżeli odpowiedziałam źle, robiłam zrzut ekranu i tłumaczyłam sobie sama lub pytałam instruktora "dlaczego tak?". Pytajcie, sprawdzajcie, nie strzelajcie! Na ulicy nie strzelisz, jeśli nie będziesz czegoś wiedzieć, a dociekliwość naprawdę pomaga zapamiętać. Mimo że wiele egzaminów na komputerze oblałam, poszłam do WORD-u. Jak nie teraz to następnym razem! Siedzę, rozwiązuję, wychodzi pierwsza osoba, patrzę na jego ekran - NEGATYWNY. "No super..." - pomyślałam i rozwiązuję dalej. Wychodzą kolejne osoby i kolejne negatywne, a przede mną jeszcze wiele pytań. Obiecałam sobie, że nie będę przewijać pytań, zrobię wszystko spokojnie i powoli. Udało się! Zdane za pierwszym. Kochani, to naprawdę wiele pomaga. Nie spieszcie się!

Do egzaminu praktycznego podeszłam już z większym spokojem, jednak dokupiłam jeszcze kilka godzin po zakończeniu kursu. Nie czułam się pewnie w aucie, a dodatkowe godziny naprawdę mi pomogły. Skoro znam teorię i czuję się pewnie w samochodzie to czego się bać? Nie męczyłam się z żadnymi ziołami, melisami. Nie wyobrażałam sobie, że egzaminator to instruktor, bo po co? Traktowałam go jak zwykłego pasażera, bo przecież sporo będzie ich na siedzeniu obok, kiedy będziemy kierować już z prawem jazdy :) Zazwyczaj okropnie stresowałam się nawet na zwykłych sprawdzianach w szkole, ale tym razem podeszłam do tego na luzie. Potrafię jeździć, więc zawiozę pana gdzie tylko zechce i zaparkuję gdzie mu się tylko podoba! Jeśli boisz się egzaminu, to nie ma sensu. Egzaminatorom naprawdę nie zależy na tym, aby Was oblać, ale na tym żeby nie wypuszczać, grzecznie mówiąc - idiotów, na drogę. Przed samym egzaminem wzięłam jeszcze 2 godziny jazd i eLką zawiozłam się na egzamin. To też mi bardzo pomogło, odstresowałam się za kółkiem, ostatnie dobre rady od instruktora, a podczas egzaminu w głowie ciągle miałam jego słowa "Ania, gdzie tak zapie*dalasz?!". Kilka razy złapałam się na nadmiernym gazowaniu na egzaminie, więc mimo że wydaje się to śmieszne - gdyby nie poranne jazdy i fakt, że utknęło mi to w głowie, pewnie wpadłby błąd za przekroczenie prędkości ;)

Kilkadziesiąt minut jeżdżenia po mieście. Zaczęło się znajomą trasą, później egzaminator wyprowadził mnie dalej, w miejsce gdzie nigdy nie byłam. Nieważne, przecież nie uczyłam się jeździć na pamięć. Znaki, światła, patrzeć na pieszych i NA ROWERY. Głowa ciągle lata. Nie wystarczy rzucić wzrokiem. Egzaminatorowi potrzebne są WYRAŹNE ruchy, bo nie jest wróżką i nie wie siedząc obok Ciebie czy faktycznie skierujesz oczy w lusterka. Wróciłam do WORDu i usłyszałam jedno - "Dziękuję za miłą jazdę. Gdyby udało się Pani wyprzedzić, skończylibyśmy dużo wcześniej, bo widzę, że potrafi Pani jeździć.". Odpowiedziałam, że "mogło być lepiej" i do tej pory się z tego śmieję :) Zdarzało się gwałtownie hamować, zdarzało się szarpać przy zmianie biegów, ale to wszystko przez nieprzyzwyczajenie do samochodu. Całkiem inaczej działające sprzęgło, hamulce. 30 minut to mało na zapoznanie samochodu, więc nie stresujcie się, jeśli na egzaminie nie wychodzi Wam wszystko płynnie. Egzaminatorzy są do tego przyzwyczajeni i naprawdę nie zwracają na to uwagi :) Powodzenia i plastików w ręce!