niedziela, 13 września 2015

Blogowe współprace

Współpracowałam już z wieloma firmami, dlatego myślę że mogę dość obiektywnie ocenić każdą z nich i mam niemałe porównanie. Kiedyś powstał już podobny post, minęło sporo czasu, więc pora na kolejny :)

1. SheIn - to była moja pierwsza współpraca, jeszcze jako sklep Sheinside. Na okres wakacji zawiesiłam współpracę, bo przez matury i wyjazdy po prostu nie miałam czasu. Szczerze mówiąc to chyba z nimi najlepiej mi się współpracuje - dobry kontakt, rzeczy jakościowo lepsze niż z pozostałych sklepów (a przynajmniej biorąc pod uwagę te, które trafiały się mi), żadnych dziwnych wymagań. No i asortyment sklepu też spory, jest z czego wybierać!




2. Dresslink - od tej firmy dostałam jedynie jedną paczkę, później cisza. Może to i dobrze... Zegarek podziałał tydzień, spodenki o kilka cm większe niż w podanej tabeli, jedynie bransoletki i szminka na plus :) Może ktoś z Was trafił lepiej z wyborem rzeczy i łatwiej Wam kontaktować się z firmą, ja niestety nie mam zamiaru zasypywać ich kolejnymi wiadomościami.

3. Wholesale7 - nie słyszałam wcześniej o tym sklepie, ale kiedy dostałam wiadomość, postanowiłam spróbować. Otrzymałam koszulę i sukienkę. Z koszulą nie trafiłam z rozmiarem, ale to jedynie moja wina, bo wymiary z tabeli się zgadzają. Jakość też mnie pozytywnie zaskoczyła, w tej kwestii polecam zdecydowanie. Co do sukienki, podrobione logo Batmana było już widoczne na zdjęciach na stronie, więc tutaj także nie mogę mieć pretensji, że nie wygląda jak na oryginalne :)

4. Dressgal - jakość koszulek mnie nie powaliła, ale spodenki w kwiatki przyszły naprawdę fajne. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam plecak. Spodziewałam się jakiejś "chińskiej tandety", a przyszedł naprawdę fajny! A za kwotę którą otrzymuję, mimo że nie jest duża, można wybrać sporo rzeczy, tutaj zdecydowanie na plus. Kontakt również dobry :)

5. LucLuc - co do jakości ubrań niestety się nie wypowiem, ale polecam dla osób, które chciałyby sobie dorobić. Ja współpracując z nimi wybieram gotówkę na PayPal zamiast bonu na ubrania. Zawsze dodatkowe grosze wpadną do kieszeni, polecam!

Jeżeli macie jakieś pytania co do współprac ze stronami powyżej - piszcie w komentarzach, odpowiem szczerze na każde z nich.

piątek, 11 września 2015

Jak zdać prawo jazdy?


Plastik w portfelu mam już od marca. Okres robienia prawa jazdy trochę się u mnie dłużył, bo zaczęłam je już we wrześniu, a ciężko było mi znaleźć dogodne godziny u instruktora, aby nie było strasznych korków, żebym chociaż zdążyła dojechać do placu manewrowego i żeby nie kolidowało mi to ze szkołą. Całe te miesiące miło wspominam, mimo że na początku stresu było wiele. Zarówno teorię jak i praktykę zdałam za pierwszym razem. Wielu znajomych i nieznajomych pyta mnie "Jak to zrobiłaś? Zdałaś za pierwszym?!". To możliwe i wcale nie takie trudne.

Moją pierwszą jazdę pamiętam, jakby była wczoraj. Ogromny stres, bo nigdy nie siedziałam za kółkiem. Instruktor zawożąc mnie na parking co chwile wypytywał: "co to za znak?", "kto ma tu pierwszeństwo?". Odpowiadałam, wiedziałam że już za chwilę będę musiała odpowiadać sobie na to sama w głowie. Nie krzyczał kiedy robiłam coś źle. Jeśli Twój instruktor to robi - zmień go bez zastanowienia. Pamiętaj, że to on pracuje dla Ciebie, a nie Ty dla niego. Ma być Twoim "samochodowym przyjacielem", musisz mu zaufać, przekonać się, że jazda jest bezpieczna i przyjemna. Każdy manewr skrupulatnie powtarzałam. Jeśli nie byłam czegoś pewna, nie zwracałam uwagi na to, że nie ma już na to czasu, że w rozpisce lekcji jest coś innego. Mówiłam prosto z mostu, że czuję potrzebę powtórzenia czegoś do momentu, aż będę pewna siebie. Każde parkowanie z korektą. Ma być PERFEKCYJNIE. Przyzwyczaiłam się do tego, lubię perfekcjonizm. Inny instruktor na egzaminie wewnętrznym śmiał się, że poprawiam z parkowania idealnego na bardzo idealne ;)




Przygotowując się do egzaminu teoretycznego okropnie się stresowałam. Książkę przerobiłam na kursie, dlatego później skupiłam się tylko na testach. Jeżeli odpowiedziałam źle, robiłam zrzut ekranu i tłumaczyłam sobie sama lub pytałam instruktora "dlaczego tak?". Pytajcie, sprawdzajcie, nie strzelajcie! Na ulicy nie strzelisz, jeśli nie będziesz czegoś wiedzieć, a dociekliwość naprawdę pomaga zapamiętać. Mimo że wiele egzaminów na komputerze oblałam, poszłam do WORD-u. Jak nie teraz to następnym razem! Siedzę, rozwiązuję, wychodzi pierwsza osoba, patrzę na jego ekran - NEGATYWNY. "No super..." - pomyślałam i rozwiązuję dalej. Wychodzą kolejne osoby i kolejne negatywne, a przede mną jeszcze wiele pytań. Obiecałam sobie, że nie będę przewijać pytań, zrobię wszystko spokojnie i powoli. Udało się! Zdane za pierwszym. Kochani, to naprawdę wiele pomaga. Nie spieszcie się!

Do egzaminu praktycznego podeszłam już z większym spokojem, jednak dokupiłam jeszcze kilka godzin po zakończeniu kursu. Nie czułam się pewnie w aucie, a dodatkowe godziny naprawdę mi pomogły. Skoro znam teorię i czuję się pewnie w samochodzie to czego się bać? Nie męczyłam się z żadnymi ziołami, melisami. Nie wyobrażałam sobie, że egzaminator to instruktor, bo po co? Traktowałam go jak zwykłego pasażera, bo przecież sporo będzie ich na siedzeniu obok, kiedy będziemy kierować już z prawem jazdy :) Zazwyczaj okropnie stresowałam się nawet na zwykłych sprawdzianach w szkole, ale tym razem podeszłam do tego na luzie. Potrafię jeździć, więc zawiozę pana gdzie tylko zechce i zaparkuję gdzie mu się tylko podoba! Jeśli boisz się egzaminu, to nie ma sensu. Egzaminatorom naprawdę nie zależy na tym, aby Was oblać, ale na tym żeby nie wypuszczać, grzecznie mówiąc - idiotów, na drogę. Przed samym egzaminem wzięłam jeszcze 2 godziny jazd i eLką zawiozłam się na egzamin. To też mi bardzo pomogło, odstresowałam się za kółkiem, ostatnie dobre rady od instruktora, a podczas egzaminu w głowie ciągle miałam jego słowa "Ania, gdzie tak zapie*dalasz?!". Kilka razy złapałam się na nadmiernym gazowaniu na egzaminie, więc mimo że wydaje się to śmieszne - gdyby nie poranne jazdy i fakt, że utknęło mi to w głowie, pewnie wpadłby błąd za przekroczenie prędkości ;)

Kilkadziesiąt minut jeżdżenia po mieście. Zaczęło się znajomą trasą, później egzaminator wyprowadził mnie dalej, w miejsce gdzie nigdy nie byłam. Nieważne, przecież nie uczyłam się jeździć na pamięć. Znaki, światła, patrzeć na pieszych i NA ROWERY. Głowa ciągle lata. Nie wystarczy rzucić wzrokiem. Egzaminatorowi potrzebne są WYRAŹNE ruchy, bo nie jest wróżką i nie wie siedząc obok Ciebie czy faktycznie skierujesz oczy w lusterka. Wróciłam do WORDu i usłyszałam jedno - "Dziękuję za miłą jazdę. Gdyby udało się Pani wyprzedzić, skończylibyśmy dużo wcześniej, bo widzę, że potrafi Pani jeździć.". Odpowiedziałam, że "mogło być lepiej" i do tej pory się z tego śmieję :) Zdarzało się gwałtownie hamować, zdarzało się szarpać przy zmianie biegów, ale to wszystko przez nieprzyzwyczajenie do samochodu. Całkiem inaczej działające sprzęgło, hamulce. 30 minut to mało na zapoznanie samochodu, więc nie stresujcie się, jeśli na egzaminie nie wychodzi Wam wszystko płynnie. Egzaminatorzy są do tego przyzwyczajeni i naprawdę nie zwracają na to uwagi :) Powodzenia i plastików w ręce!


czwartek, 3 września 2015

Co robię w wolnym czasie?

Przypuszczam, że większość osób, które czytają aktualnie tego posta, zaczynają już rok szkolny. Moje tegoroczne wakacje trwają prawie 5 miesięcy i fajnie byłoby je spożytkować w jakiś sensowny sposób, żeby później nie płakać, że zmarnowałam najdłuższe wakacje w moim życiu :) W lipcu odwiedziłam już świętokrzyskie i nasz Bałtyk. Prawie 3 tygodnie wyjazdów i miesiąc jakoś zleciał. Ale co robię w pozostałym, wolnym czasie?

• Kino - przyznam, że w ciągu roku szkolnego nie zawsze miałam czas na wyjście do kina. Teraz korzystając z promocji (czwartki z Kinder Bueno, wtorki z Facebookiem), wyciągam najbliższych do kina i nadrabiam seansowe zaległości. To też kolejna okazja na spędzenie czasu z mamą, bo w ciągu roku często go brakuje na wspólne wyjścia.


• Rower - na początku wakacji strasznie się zasiedziałam, przyznaję. Pogoda w końcu dopisuje, deszcze odeszły w zapomnienie, a ja... przemierzam wrocławskie okolice rowerem i w tym przypadku także spędzam czas z najbliższymi.

• Spacer - z tego najbardziej cieszy się mój pies:) W roku szkolnym zazwyczaj brakowało czasu na długie wyjścia. Teraz potrafimy spędzić nawet 2h na spacerze w parkach - zdrowo i miło:)

• Książka - kiedyś czytałam naprawdę bardzo dużo. W klasie maturalnej zapomniałam o istnieniu książek i wszystkim, co nie przyda mi się do matury. Teraz zdecydowanie nadrabiam, jestem stałym gościem w bibliotece, a moja domowa biblioteczka nieco się powiększyła.



• Szukam... - marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia! Dlatego właśnie mnóstwo czasu w wakacje spędzam przeszukując oferty tanich lotów i noclegów. Liczę, że w końcu uda się zacząć podróżować po świecie nie wydając przy tym milionów :)


• Zarabiam - jako że w sierpniu nie mogłam podjąć się normalnej pracy ("popołudniowa zmiana" z psem), łączę przyjemne z pożytecznym. W skrócie mówiąc - zarabiam na blogu. Zawsze wpadną dodatkowe grosze do kieszonkowego. Może we wrześniu w końcu uda załapać się na coś normalnego :)

• Uczę się języka - wakacje to idealny moment na naukę języków. W wolnym czasie powtarzam sobie co nieco z angielskiego i powracam do podstaw francuskiego. Zdarzyło się już kilkukrotnie rozmawiać z obcokrajowcami w te wakacje i naprawdę, po dłuższej przerwie w rozmawianiu w danym języku, zaczyna brakować słów! ;)

• Fotografia - uwielbiam fotografię! Mimo że moje zdjęcia są wciąż baaardzo amatorskie, staram się czerpać z tego jak najwięcej. W wakacje zabieram ze sobą aparat gdzie tylko mogę.

• Rolki - zakupione za ciężko zarobione pieniądze... Czas nauczyć się jeździć, mimo że ciągły strach sprawia, że ciągle znajduję jakąś wymówkę... ;)


• Gotowanie - studia już blisko, wypadałoby umieć ugotować i upiec coraz więcej pyszności. Wakacje to idealny moment na podpatrzenie w kuchni mamy, babci czy spróbowanie własnych sił z przepisami, bo robienie ciągle tego samego może być nudne.

• Koncerty - uwielbiam tą formę spędzania czasu, niestety w ciągu ostatniego roku większość terminów nie wpasowała się z moim wolnym czasem. Teraz mam go sporo, trzeba korzystać!

A kiedy już totalnie nie mam co robić... Wychodzę z kocykiem i spędzam czas leniuchując na świeżym powietrzu, przy okazji opalając się. W wolnych chwilach nie zapominajcie o znajomych i rodzinie, dla których często brakuje czasu :)

W momencie publikacji postu pewnie będę jeszcze w Pradze. Mam nadzieję, że po powrocie będę miała sporo do opowiedzenia na temat czeskiej stolicy!