niedziela, 18 października 2015

Jesienna depresja


Pobudka z samego rana jakby w środku nocy. Ciemno, zimno, ponuro. Zostałabym najchętniej pod ciepłą kołdrą wtulona w ulubiony koc, ale niestety to tak nie działa. Na ulicach jakoś pusto. Za poranną mgłą widać jakieś postacie bez twarzy. Zastąpili je czapkami, kapturami i wielkimi szalami, spod których wyłaniają się tylko zaspane oczy. W tramwaju tłok. Nie zwracając uwagi na pozostałych, każdy się pcha byle nie stać dłużej na tym zimnie. Byle dalej nie moknąć. Byle dotrzeć do celu. Podróż też mija jakoś powoli. Nikt się nie uśmiecha, nikt nic nie mówi. Nawet telefonów mało kto używa! To już definitywny objaw jesiennej depresji.

Pogoda do niczego nie zachęca. Dosłownie do niczego. Nawet siedzieć mi się nie chce. Wykład na uczelni? Jaki wykład, przecież deszcz pada... Wychodzenie z domu nie ma najmniejszego sensu. Nic nie ma sensu. Tracę całe dnie na nicnierobienie. Chyba pora wziąć się w garść. Opinia "chodzącego cukru", który roztopi się na deszczu wcale nie jest zachęcająca.



Teoretycznie mogłabym iść na zakupy, tak w ramach pocieszenia. Ale tylko teoretycznie. Liczba ludzi w galeriach handlowych jest większa niż gdyby zebrać łącznie ludzi na największych sezonowych przecenach i tych błądzących w poszukiwaniu prezentów świątecznych. W przebieralniach kolejki są tak wielkie, że ubrania przymierzane są na środku sklepu. Wszyscy biegną przed siebie, rozrzucają ubrania, a większość z nich pewnie sama nie wie co tam robi. Może chowają się przed jesienią... W sumie nie dziwię im się. Sama z chęcią bym przed nią uciekła.

Jedno jest pewne - zawsze mogło być gorzej. Więc może lepiej być jednym z tych, który stawi czoło jesiennej depresji i podejdzie do życia z uśmiechem? Może i w tej kwestii zadziała reakcja łańcuchowa. Jakie może... Na pewno! Świata nie pomalujemy, ale jakby tak skończyć narzekać... Damy radę przetrwać najbliższe tygodnie, zdecydowanie :)




niedziela, 11 października 2015

Studencie, ogarnij się!

Pierwsze dwa tygodnie studiów za mną i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dobra organizacja jest jednym z najważniejszych czynników, żeby życie studenta przebiegało prościej i z mniejszą liczbą problemów i niedociągnięć. Problemów i wątpliwości było wiele, ale jest już coraz lepiej :)


~ Zacznijmy więc od początku. Przyznam, że przygotowując się do studenckiego życia, wiele czytałam w internecie i znalazłam mnóstwo pytań na temat "zeszytów na studia". Wszystko oczywiście zależy od danego przedmiotu i ilości, jaka będzie zapisywana. Zdecydowana większość osób ma zwykłe zeszyty z przekładkami, gdzie każdy kolor oddziela inny przedmiot, wykłady, ćwiczenia. Czy to dobre rozwiązanie? Szczerze powiedziawszy nie wie, jak dla mnie na niektóre przedmioty byłoby tam za mało kartek, na innych połowa kartek by się zmarnowała. Ja skorzystałam więc z arkuszy na dokumenty, folii i kartek A4. Na uczelnię zabieram zazwyczaj ze sobą tylko kilka kartek, żeby nie nosić tego wszystkiego ze sobą. W domu wkładam je na miejsce. Każdy przedmiot ma swój osobny kolor, z przodu wykłady, z tyłu oddzielone ćwiczenia. Czy ten sposób się sprawdza? Jak na razie owszem, zobaczymy czy wygodnie będzie się później uczyć do egzaminów :)


~ Niezbędnikiem studenta według mnie jest... kalendarz. Już w pierwszym tygodniu studiów zapowiedziano nam pierwsze egzaminy i kolokwia, przy czym to nie jest już liceum i nie będą o tym przypominać na każdych zajęciach, a jestem pewna że za miesiąc nie będę pamiętała że mam ten egzamin. Studia to nie tylko nauka, warto więc mieć gdzie zapisać jakieś informacje o imprezach ;) Przydaje mi się on także do zapisywania odwołanych zajęć, zmianach godzin zajęć, zapisywaniu terminów bardziej odległych zadań domowych itp.


~ Pamiętaj, że studenci mają często więcej zniżek. Warto odłożyć dodatkowe grosze, czy to na bieżące wydatki, czy uzbierać większe oszczędności i spełnić jakieś marzenie ;) Jednym z przykładów jest aplikacja "Studencka karta", którą można pobrać na telefon.

~ Już w pierwszy dzień zgubiłam się na kampusie uczelni, a wyciąganie kalendarza z planem lekcji po każdych zajęciach nie było zbyt praktyczne. Z pomocą przyszła mi aplikacja "Kiedy wykład", z którą połączone jest wiele uczelni. Jeśli pojawi się jakaś zmiana sal czy godzin na planie, od razu mam do tego dostęp. Mogę też porównywać godziny moich zajęć z godzinami zajęć znajomych z innych kierunków. Polecam jak najbardziej, pomogło mi to w wielu sytuacjach!


~ Jedną z bardzo przydatnych rzeczy, o czym przekonałam się już w pierwszym tygodniu, jest pendrive. Notatki z poprzednich lat, programy których używamy na studiach i wiele innych rzeczy w jednym miejscu. Warto zaopatrzyć się w coś "innego" niż wszyscy, bo często dajemy w kilka osób pendrive'a dla jednej osoby, która to wszystko zgrywa ;) Mój kupiłam tutaj: KLIK


Jeśli macie jakieś pytania, zachęcam do dyskusji w komentarzach, ja tymczasem resztę wolnego czasu przeznaczę na naukę :)