poniedziałek, 16 października 2017

3 dni w Rzymie to za dużo!


Tłumacząc na wstępie tytuł posta - może nie tyle za dużo, co po prostu w sam raz. Czytając przed wyjazdem wiele relacji z wyjazdu do Rzymu większość twierdziła, że weekendowy wypad tam to zdecydowanie za krótko. Zbyt szybko się nudzę? A może mamy szybkie tempo zwiedzania? Kto to wie... Wydaje mi się, że w ciągu tych 3 dni pobytu zobaczyliśmy już wszystko, co jest godne obejrzenia.

Rzym jest typowym miastem turystów. Znaleźć tam prawdziwego Włocha - graniczy z cudem. Chwilami nie czułam się tam komfortowo i bardziej zwracałam uwagę na pilnowanie torebki i telefonu niż na rozglądanie się w poszukiwaniu kolejnych zabytków. Wszechobecne place, fontanny i posągi z początku budziły zachwyt, jednak po obejrzeniu kilkunastu trochę już się przejadły. No cóż, miłośnikami sztuki i kultury nigdy nie byliśmy, mimo to fajnie było to wszystko zobaczyć!


Głównym celem podróży (poza jedzeniem, o którym kilka słów później) było oczywiście zwiedzenie koloseum. Bilety kupiłam przez internet, choć przy wejściu od strony Palatynu kolejki do kasy nie było. Tam też zamieniliśmy bilet online na wejściówki i udaliśmy się najpierw do koloseum. Długość kolejki wyglądała przerażająco, ale ta dla osób z biletami szła bardzo szybko, dlatego szczerze polecam załatwić to wcześniej, a do koloseum udać się już z wejściówkami. Jako że tak wyglądała sytuacja w połowie września - nie chcę nawet myśleć ile trzeba się naczekać w szczycie sezonu.
Zwiedzanie wnętrza także zajęło nam o wiele mniej niż było opisywane w poradnikach (2 godziny?! nie wiem ile razy musielibyśmy obejść każde z pięter dookoła, żeby faktycznie spędzić tam tyle czasu).



Fontanna di Trevi jest chyba najpiękniejszym miejscem w Rzymie, czego niestety nie byłam w stanie uchwycić na zdjęciu przez ogromny tłum ludzi. Chciało się do niej wracać i wracać... a przynajmniej przechodzić tamtędy zmierzając w zupełnie innym kierunku ;) 


Jeden dzień podróży warto poświęcić na odwiedzenie Watykanu. Co prawda zwiedzaliśmy go tylko "z zewnątrz", bo kolejka wijąca się dookoła calutkiego placu, który jest naprawdę ogromny, nieco nas przeraziła, ten dzień był sporą odskocznią. Centrum Rzymu jest... stare. To jedyny przymiotnik, który przychodzi mi na myśl. W Watykanie wszystko jest odnowione, wygląda zupełnie inaczej, o wiele lepiej. Jest doskonałym dowodem na to, że da się odnowić zabytki (i wszystko inne) w taki sposób, żeby nie straciły uroku, a mimo to nie wyglądały obskurnie - co w centrum Rzymu zdarza się praktycznie co krok.





Z jedzeniem bywało bardzo różnie. Wiele razy się zawiodłam, dlatego przed wyjazdem warto posiedzieć na różnych blogach i zrobić listę polecanych miejscówek - od razu zaznaczając dzielnicę i zwracając uwagę na to czy znajdziemy tam normalną restaurację czy często polecane pizze na wynos. Moje serce skradła pizza prosciutto tuż pod hotelem: Ristorante Mensa di Bacco przy ulicy Via Principe Amedeo - choć w tym przypadku wszystko co było podawane na stołach obok wyglądało naprawdę przepysznie! Lokalizacja praktycznie przy samym dworcu. Lodziarnia Fatamorgana Monti i lody arbuzowe również były strzałem w dziesiątkę. W tych dwóch miejscach mogłabym stołować się codziennie! Zdecydowanie nie polecam typowo turystycznych uliczek - choć ta zasada tyczy się większości miast. Zmęczona, głodna, niestety poległam i zajęłam miejsce w jednym z takich lokali. Po niezbyt przyjemnych makaronowych wspomnieniach z Pragi skupiłam uwagę na wszystkim co w karcie nie było opisane jako ostre. Niestety, udało mi się zjeść 2 kęsy, popić całą szklanką wody, a przez najbliższe minuty moje wypalone gardło nie potrafiło wydać głosu. Ja to mam szczęście... W innym miejscu siedzieliśmy kilkanaście minut nad pustymi talerzami. W końcu sama musiałam pofatygować się po rachunek, pomijając już fakt że z 2 zamówionych deserów dotarł do nas tylko 1 i to nie do końca ten zamawiany. Kelner z angielskim chyba nie miał nigdy nic wspólnego. Tylko i wyłącznie polecane na wielu blogach miejsca nas nie zawiodły. Wszystkie inne próby raczej kończył się porażką.

3 dni w Rzymie był fajną przygodą. Warto było wydać te niezbyt małe pieniądze, żeby to wszystko zobaczyć, ale cieszę się że byliśmy tam tylko 3 dni - i więcej już tam raczej nie wrócę.






10 komentarzy:

  1. Ja byłam we Włoszech, ale w Wenecji. W Rzymie nigdy :)

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj chyba moje marzenia aby wreszcie podróżować a Rzym to w ogóle bajka jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzym jest fajny i faktycznie można go zwiedzić szybko! Najlepiej wiosna lub jesienią, gdy nie ma jeszcze tłumów :) nam przypadło zwiedzanie wiecznego miasta trochę z przypadku, mieliśmy tam dobową przesiadkę w kierunku Ameryki Południowej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne zdjęcia, chętnie bym tam pojechała i pozwiedzała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłem parę razy w Rzymie i z pewnością 3 dni na takie miasto to za mało, tydzień czasu to w sam raz :)

    OdpowiedzUsuń